Tradycja kupowania żywego, świątecznego karpia sięga w Polsce korzeniami nie dalej niż do początków PRL-u. Etyczną ocenę jedzenia bądź niejedzenia mięsa ryb, w tym wypadku karpia, zostawiam sumieniu każdego z czytelników, natomiast niezależnie od odpowiedzi, nie może być moralnie dopuszczalne okrutne traktowanie, a wręcz torturowanie tych zwierząt. Z tym chyba zgodzimy się wszyscy. Dlaczego więc wciąż supermarkety oferują nam na sprzedaż żywe karpie? Na co dzień nie kupujemy przecież w sklepach żywych kurczaków, łososi czy krewetek. Nie będąc bowiem hipokrytą osoba, która decyduje się na kupno (czyli też w konsekwencji własnoręczne zabicie) karpia, powinna dążyć do tego, żeby w marketach oferowano również żywe krowy czy świnie. Są to bowiem tak samo żywe i czujące zwierzęta. Jednak te drugie wolimy oglądać już zabite, przygotowane w foliowych, czystych torbach i gotowe do spożycia, nie myśląc o nich jak o zwierzętach, a jedynie w kategorii rodzaju mięsa. Sprzedawcy argumentują obecność akurat żywych karpi „szacunkiem do przekonań konsumentów” (tak sieć Carrefour). Tylko czy wciąż mamy takie przekonania? A jeśli tak, to czy nie powinniśmy świadomie dążyć do ich zmiany? Przecież nie wszystkie tradycje są dobre. Nie wszystkie też są w stanie przetrwać upływ czasu. Dlaczego więc nie zacząć od całkowitego wyeliminowania żywych (powtarzam, żywych) karpi z hipermarketów, w których trzymane są w straszliwych warunkach, upchnięte jedne na drugich w ciasnych pojemnikach z brudną wodą.

Niektórzy powiedzą: „to tylko ryby”. Taki obraz od kilku lat próbują zmienić aktywiści na rzecz ochrony zwierząt. Nieprzypadkowo, bo właśnie przed świętami Bożego Narodzenia, 20 grudnia, obchodzony jest organizowany od 2003 roku przez Stowarzyszenie Empatia i Fundację Viva! Dzień Ryby. Ale to dopiero przełomowy wyrok Sądu Najwyższego (sygn. II KK 281/16), wydany w 2016 roku nagłośnił i przybliżył większej rzeszy osób problem tego, że karpie (i ogólnie ryby) są istotami czującymi, zdolnymi do odczuwania cierpienia, i dlatego, zgodnie z polską Ustawą o ochronie zwierząt, również im należy się szacunek i ochrona ze strony człowieka. Przewodnią myślą wypływającą z tego orzeczenia jest uznanie, że przetrzymywanie karpi w nieodpowiednich warunkach w czasie ich sprzedaży i transportu może być traktowane jako znęcanie się nad zwierzętami w myśl ustawy o ochronie zwierząt. Od czasu zapadnięcia wspomnianego wyroku część supermarketów zdecydowała się wycofać z handlu żywymi karpiami, uznając ten rodzaj sprzedaży za niehumanitarny, najprawdopodobniej obawiając się ewentualnych kar i działalności aktywistów. W tym roku jedna z dużych sieciówek najpierw jednak ogłosiła, że nie będzie sprzedawała żywych karpi, za co zebrała brawa od działaczy na rzecz ochrony zwierząt, tylko po to, żeby następnie udostępnić hodowcom swoje parkingi, na których kwitnie proceder sprzedaży karpi.

Nie tylko sprzedaż karpi może być uznana za znęcanie się nad zwierzętami. Także ich nieprawidłowy transport, który: nie umożliwia im zachowania naturalnej pozycji (art. 6 ust. 2 pkt 10 u.o.z.), powoduje ich zbędne cierpienie i stres (art. 6 ust. 2 pkt 6 u.o.z.) lub odbywa się bez dostatecznej ilości wody, co uniemożliwia im oddychanie (art. 6 ust. 2 pkt 18 u.o.z.). Niestety kolejny rok z rzędu Główny Lekarz Weterynarii dopuścił w swoich wytycznych transport karpi bez wody, w specjalnych torbach pozwalających im na „wykorzystanie naturalnej wymiany gazowej przez powierzchnię skóry”, co niestety patrząc na liczne nagrania, pojawiające się ostatnio w Internecie, zdaje się sprawiać tym zwierzętom niepotrzebny ból i cierpienie.

Myślę więc, że przy okazji Świąt, które dla wszystkich powinny być czasem radości i spokoju, powinniśmy zrobić również coś dla tych małych stworzeń, tak bardzo dotkniętych szowinizmem gatunkowym, że aż „głosu nie mają”.

Po pierwsze, możemy podpisać petycję w sprawie wprowadzenia całkowitego zakazu sprzedaży żywych karpi w Polsce: https://krwaweswieta.pl

Po drugie, jeśli już jesteśmy świadkami sprzedaży żywych karpi, które ewidentnie są przetrzymywane w sklepie w sposób niehumanitarny, mec. Karolina Kuszlewicz w przejrzysty sposób pokazuje, jak należy zareagować. Polecam wszystkim zapoznanie się z poniższym przewodnikiem: http://wimieniuzwierzat.com/2017/12/10/paragrafy-dla-karpia-czyli-praktyczny-przewodnik

Starajmy się również nakłaniać bliskie nam osoby do zmiany przekonań, które często wcale nie są postrzegane jako tradycja, a raczej łatwy do zmienienia nawyk. Często to właśnie nasza uwaga (oczywiście wyrażona w sposób uprzejmy i taktowny) może stać się impulsem do zastąpienia praktyki kupowania żywych karpi, a w konsekwencji może do całkowitego ich wyeliminowania z wigilijnego stołu.

autor: Emilia Kudasik dla Fundacji FELINEUS