25 listopada obchodzimy dzień bez futra. Przy tej okazji warto się zastanowić nad losem zwierząt oraz samej ekologii i zagrożeń dla środowiska związanych z hodowlą zwierząt futerkowych. Warto też zadać sobie pytanie, czy naprawdę chcemy żyć w czasach, gdzie od cierpienia żywych istot, ważniejsza jest moda, blichtr, pieniądze i zwykły snobizm.

Polska jest drugim w Europie, a zarazem trzecim na świecie krajem pod względem liczby zabijanych zwierząt futerkowych. Warto w tym miejscu zastanowić się jak wygląda typowa ferma futrzarska, jaki generuje ogrom cierpienia zwierząt i jak wpływa na środowisko naturalne oraz lokalne społeczności.

Na fermach futrzarskich zabija się głównie norki, lisy, jenoty i szynszyle. Zwierzęta te całe swoje życie spędzają w jałowych, ciasnych i drucianych klatkach. Nie ma tu mowy o zaspokajaniu naturalnych potrzeb takich jak kopanie w przypadku lisów, czy pływania w sytuacji norek. Generuje to ogromny stres, który prowadzi do przypadków samookaleczeń, kanibalizmu i chorób psychicznych. Proszę sobie wyobrazić niewinne stworzenia z rozległymi ranami na łapach i ogonach, z deformacjami i bolącymi naroślami,  z zaropiałymi oczami, odgryzionymi uszami, ogonami czy łapami. Zwierzęta pogrążone
w apatii, bądź szaleńczo miotające się po ciasnych klatkach, jak również ślepe, które nic nie widząc ranią się o ostre brzegi często uszkodzonych klatek. Życie takiego stworzenia trwa od ośmiu do dziewięciu miesięcy, gdzie dla przykładu norka w naturze żyje 4-6 lat, a lis od 10 do 12. Jenoty i lisy zabija się prądem. Polega to na tym, że wkłada się jedną końcówkę urządzenia do pyszczka, a druga do odbytu. Z kolei norki truje się tlenkiem węgla. Jak sytuacja na fermach futrzarskich odbija się na mieszkańcach okolicznych domostw? Takie fermy przyczyniają się do niesamowitego odoru, spowodowanego brudnymi zwierzętami, ich odchodami, czy rozkładającymi się ciałami. Smród unosi się w powietrzu na odległość kilku kilometrów. Spokój mieszkańców burzy przeraźliwy pisk zwierząt, jak również same uciekające zwierzęta, które wyrządzają ogromne straty w lokalnych ekosystemach.

Fermy futrzarskie w znacznym stopniu zatruwają środowisko naturalne. Odchody zwierząt wsiąkają bezpośrednio w glebę i wraz z deszczem przedostają się do rzek zanieczyszczając je azotem i fosforanem, co prowadzi do śmierci ryb. Palenie obdartych z futra zwłok oraz proces garbowania, jak również odchody zwierząt zatruwają nasze powietrze.

Istnieją państwa w Europie, które wprowadziły całkowity zakaz hodowli zwierząt na futra (Austria, Chorwacja, Wielka Brytania), bądź tak restrykcyjne przepisy, że potencjalnym hodowcom nie opłaca się takowych otwierać (Finlandia, Norwegia, Szwecja). Marzeniem pro zwierzęcych aktywistów, jak również osób wrażliwych na los zwierząt i przyrody jest wprowadzenie całkowitego zakazu hodowli zwierząt na futra w Polsce. Niech każdy, kto już wie jak wygląda los zwierząt, zastanowi się czy warto dręczyć żywe istoty dla chęci wzbogacenia się, czy wątpliwej mody. Kobieta, która nosi naturalne futra staje się przez to bardziej atrakcyjna ? Czy raczej jest się symbolem próżności, krótkowzroczności i braku jakichkolwiek uczuć wyższych. Może warto taką osobę zabrać na fermę i zapytać, czy nadal ma ochotę stroić się w cierpienie niewinnych zwierząt.