„I law animals”

Status prawny zwierząt domowych w Polsce – czy zwierzę jest rzeczą?

Kilka słów na wstępie

Chciałam, by poniższy artykuł wpisał się w tematykę praw zwierząt, czyli tak jak poprzedni z cyklu „I law animals”, opierał się na polskim ustawodawstwie. Pisanie jednak o prawach zwierząt nigdy nie może być oderwane od innych dziedzin nauki, takich jak psychologia czy filozofia. Każda bowiem ustawa dotycząca ochrony zwierząt – szerszej lub węższej – opiera się na pewnych podstawowych, etycznych założeniach. Na początek zawsze musimy zadać sobie pytanie – czy zwierzę jest rzeczą? A jeśli nie, jak szeroki zakres ochrony powinno posiadać? A może oprócz ochrony, zwierzęta powinny też posiadać jakieś własne prawa?

Czy zwierzę jest rzeczą?

Idea wprowadzenia do ustawodawstwa zasady, że zwierzę nie jest rzeczą ma swoje korzenie w Światowej Deklaracji Praw Zwierząt ogłoszonej przez UNESCO 15 października 1978 roku w Paryżu, która wzorowana była na Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka ONZ. Dokument mający postać swoistego manifestu, pozbawiony oczywiście powszechnej mocy obowiązującej (co oznacza, że nikt tak naprawdę nie ma obowiązku go przestrzegać, a jest to jedynie zbiór pewnych wytycznych co do tego, jak zwierzęta powinno się traktować), przygotowany został przez ruchy ochrony praw zwierząt tworzące Międzynarodową Federację Praw Zwierząt. W tekście aktu twórcy zawarli między innymi postulat zakazu maltretowania czy porzucania zwierzęcia, jak również nadali zwierzętom prawo do ochrony i opieki ze strony człowieka. W szczególności art. 3a deklaracji zakłada, że „żadne zwierzę nie może być przedmiotem maltretowania i aktów okrucieństwa”, a art. 6, że „każde zwierzę, które człowiek wybrał na swojego towarzysza ma prawo żyć tak długo, jak pozwala na to jego gatunkowi natura”, oraz że „porzucenie zwierzęcia jest aktem okrutnym i nikczemnym”.

W Polsce status prawny zwierząt domowych określa ustawa o ochronie zwierząt. W art. 1 ust. 1 czytamy, że „zwierzę jako istota żyjąca, zdolna do odczuwania cierpienia, nie jest rzeczą.” To oznacza, że ustawa wprowadza do polskiego systemu prawnego zasadę „dereifikacji”, wykluczając zwierzęta z klasy rzeczy. W dalszej części tego przepisu znajdujemy jednak nakaz odpowiedniego stosowania w stosunku do zwierząt przepisów dotyczących rzeczy. Co to zatem oznacza dla ich kwalifikacji w stosunkach prawnych? Po pierwsze należy uznać, że zwierzęta na pewno nie są podmiotami prawa. Dlaczego? Z tego prostego powodu, że mogą być własnością człowieka, nie mają zatem podmiotowości prawnej (takiej, jaką posiada każdy człowiek od narodzin do śmierci). Nie są też jednak przedmiotami prawa, ponieważ są one istotami żyjącymi, a na ludziach ciąży wobec nich obowiązek poszanowania i opieki.

Co oznacza zatem bycie właścicielem zwierzęcia?

Człowiek, owszem, ma prawo własności w stosunku do zwierząt – może przecież zwierzę kupić lub sprzedać. Jest to jednak bardzo nietypowe prawo własności. Właściciel bowiem może zrobić z klasyczną rzeczą wszystko – aż do jej porzucenia czy zniszczenia (bo przecież każdą swoją rzecz możemy wyrzucić albo zepsuć i jest to zgodne z prawem). Zwierząt jednak nie możemy traktować w ten sposób, ponieważ, tak jak już wcześniej wspominała, nie są one rzeczami. Zabronione jest bowiem m.in. ich zabijanie, ranienie lub okaleczanie, bicie, a także porzucanie. Już z faktu tych licznych zakazów wynika ograniczenie prawa własności nad zwierzęciem. Ponadto korzystanie ze zwierzęcia (mam tu na myśli głównie zwierzęta gospodarskie, ale również np. psy pracujące jako przewodnicy osób niewidomych) jest zawsze ograniczone nakazem jego humanitarnego traktowania.

Myślę, że często używane słowo „adopcja” lub „przygarnięcie” zwierzęcia bardziej uświadomiłoby na czym tak naprawdę polega nasze prawo własności nad naszymi pupilami, słowa te bowiem podkreślają podmiotowy aspekt statusu prawnego zwierzęcia.  Powinniśmy zatem termin „właściciel” zwierzęcia zawsze traktować w sposób przenośny, pamiętając, że skoro zwierzę nie jest rzeczą, to tak naprawdę nie można być jego właścicielem.

„Prawna ochrona zwierząt” a „prawa zwierząt”

Czym różnią się te dwa pojęcia? „Prawna ochrona zwierząt” oznacza, że to człowiek odgórnie decyduje które zwierzęta będzie chronić i jakie będą granice tej ochrony. Jest to jednostronnie narzucona wola, nakierowana głównie na dbałość o własny interes, przejawiający się na przykład w chęci zachowania przy życiu konkretnego gatunku zwierzęcia ze względu np. na jego pożyteczność. Dopiero w przypadku uznania, że zwierzęta mają naturalne, przyrodzone prawa (tak jak ludzie) możemy mówić o „prawach zwierząt”. Musimy być świadomi, że ogłoszenie przez człowieka praw podmiotowych przysługujących zwierzętom (czyli proklamacja istnienia naturalnych praw, które przysługują zwierzętom od narodzin do śmierci) doprowadziłoby do wykluczenia możliwości ich ograniczania czy całkowitego likwidowania. Tak jak nie można np. zrzec się swojego prawa do godności i również nikt inny nie może nas go pozbawić, tak zwierzęta miałyby wówczas pewne podstawowe prawa, które przysługiwałyby im tylko z tego powodu, że są żywymi osobnikami. W obecnym stanie prawnym nie mamy tak naprawdę do czynienia z „prawami zwierząt” w powyższym znaczeniu, a z „prawną ochroną zwierząt”, która choć nie idealna, stanowi postęp w stosunku do czasów, gdy odmawiano zwierzętom jakiejkolwiek ochrony. Terminem „prawa zwierząt” jednak często posługujemy się, gdy mówimy choćby o „prawie zwierząt do humanitarnego traktowania”.

Czy może być lepiej?

Przedstawiciele różnych dyscyplin naukowych od dawna toczą dyskusję na temat tego, w jaki sposób powinno się ulepszyć mechanizmy działania ochrony zwierząt. Nie tylko prawnicy, ale również filozofowie, zoologowie, behawioryści postulują konieczność wprowadzenia zmian, które uwzględniłyby najnowsze badania naukowe pokazujące, że zwierzęta czują znacznie więcej, niż jeszcze wydawało nam się kilkadziesiąt lat temu. Myślę, że tak naprawdę najważniejszym warunkiem do uzyskania efektywniejszej ich ochrony muszą być zmiany w świadomości społecznej poparte unowocześnionymi uregulowaniami prawnymi, które gwarantować będą możliwość ochrony sądowej i działań prewencyjnych.

Ostatnią nowelizacją ustawy o ochronie zwierząt podwyższono kary za znęcanie się nad zwierzętami, a także wprowadzono zakaz posiadania zwierząt na określony czas, który sąd może (w wypadku skazania za przestępstwo znęcania się nad zwierzęciem) albo musi (gdy sprawca znęca się nad zwierzęciem ze szczególnym okrucieństwem) orzec. Również nawiązka, którą sąd obecnie musi orzec, jeśli skazuje sprawcę za przestępstwo znęcania się nad zwierzętami, ma być przeznaczona na cel związany z ochroną zwierząt. Wszystkie te zmiany z pewnością są potrzebne, jednak wciąż nierozwiązanym problemem pozostaje przede wszystkim umarzanie postępowań dotyczących znęcania się nad zwierzętami, ze względu na „znikomą szkodliwość czynu”, co oznacza, że organy ścigania zbyt często traktują te przestępstwa jako przestępstwa błahe, niewymagające ukarania sprawcy.

Emilia Kudasik dla Fundacji Felineus